Poniedziałek. Niespełna dwa tygodnie po zbieraniu Sportingu przyszedł czas na kolejny portugalski akcent, a mianowicie przylot piłkarzy reprezentacji Portugalii do Stolicy Polski. Dla większości kolekcjonerów była to znakomita okazja do zdobycia bardzo ciekawych i rarytasowych podpisów, gdyż reprezentacja z Półwyspu Iberyjskiego przyleciała w teoretycznie najmocniejszym składzie. Na liście zawodników powołanych przez Paulo Bento widniały takie nazwiska jak: Ricardo Quaresma, Nani, Pepe, Raul Meireles czy jeden z najlepszych piłkarzy na świecie Cristiano Ronaldo. Jak wiecie do Warszawy pojechałem i wcale nie żałuję!
Wiadomo było, że Portugalczycy zamieszkają w poznanym już wcześniej warszawskim Sheratonie. Hotel ten nie jest lubianym miejscem we Warszawie. Wszyscy kolekcjonerzy mieli go dość! o czym pewnie czytaliście w części pierwszej napisanej przez Adriana.
Na przygotowanie się do wyjazdu miałem bardzo mało czasu, gdyż kadrę Portugalii podali dopiero dwa dni przed wyjazdem. Zdjęcia zdążyłem jednak wywołać u pobliskiego fotografa.
W Stolicy byłem przed południem. Prosto udałem się na lotnisko im. Fryderyka Chopina, gdzie czekali już forumowicze, a z nimi mile wspominani: Adzio (forumowy Rodowity_Łomżanin) oraz Bartek (Gaucho). W między czasie dojeżdżali także inni kolekcjonerzy min. Lefy, Gollaz, Rob i chłopaki z Warszawy. Na miejscu dowiedziałem się, że piłkarze reprezentacji Polski oraz Portugalii będą przylatywać osobnymi samolotami. Usiedliśmy więc w spokojnym miejscu zaraz przy stoisku ECA (European Club Association). We Warszawie odbywała się konferencja z udziałem przedstawicieli tego stowarzyszenia. Jak się domyślacie nie mogło zabraknąć także znanych europejskich byłych piłkarzy. W Warszawie zjawiły się takie osobistości jak: Karl-Heinz Rummenigge, Emilio Butragueño czy Kim Vilfort ale o tym później.
Na przeciwko mieliśmy wielką tablicę przylotów. Z każdym nowym lotem wypatrywaliśmy znanych nam piłkarzy. Takim sposobem wpadły do kolekcji podpisy min. Marcina Wasilewskiego, Adriana Mierzejewskiego, Kamila Grosickiego, Ireneusza Jelenia, Roberta Lewandowskiego, Zbigniewa Bońka czy chociażby dolatujących: António Beto Pimparela oraz Naniego. Na lotnisku nie zabrakło także innych znanych (i mniej znanych) osób takich jak: Roman Kołtoń, Paulina Czarnota-Bojarska, Sergiusz Ryczel, Paweł Wawrzecki (znany wszystkim jako doktor Kidler z „Daleko od noszy”) czy Gienek Loska, który jak zawsze nie był w hu
morze. Potem przez jakiś czas pusto. Przyszedł więc czas na oficjalny przylot Portugalczyków, którzy śmiało można powiedzieć nas ochujali… Nie dość, że trójca z Realu przyleciała klubowym czarterem to jeszcze piłkarze dolatujący z Lizbony do hotelu udali się prosto z płyty lotniska… Razem z Adrianem i Grzegorzem wpadliśmy więc na pomysł, by wcześniej niż wszyscy udać się pod Sheraton. Wyruszyliśmy tuż przed wylądowaniem samolotu. Walczyliśmy z czasem oraz z korkami… Dwa przystanki przed hotelem autobus przewożący piłkarzy nas wyprzedził i biegiem popędziliśmy za nim. Pod hotelem sporo kibiców i mediów. Ja zdążyłem zebrać jedynie Nélsona Oliveire, który jako ostatni wyszedł z autobusu. W międzyczasie krótki wywiad do TVN24. Potem było już gorzej – piłkarze nie ruszali się ze swoich pokoi. Czekaliśmy więc aż wyjadą na trening. Na „dymka” wychodził tylko były reprezentant João Pinto, który chętnie wszystko podpisywał i pozował do zdjęć.
Na trening piłkarze w
yszli tylnym wejściem. Najchętniej podpisywał Cristiano Ronaldo oraz Pepe, od których wzięliśmy podpisy. Autografy rozdawał także Edurado, Nani i Quaresma. Każdy łapał co popadnie jednak nie było to łatwe, gdyż piłkarze bardzo szybko skoczyli do autokaru i odjechali. Cieszy jednak zdobycie autografu mojego piłkarskiego idola Cristiano Ronaldo, który tego wyjazdu był moim priorytetem.
Wcześniej niż reszta piłkarzy trening skończyły największe gwiazdy Portugalii (Ronaldo, Quaresma, Nani), którzy przyjechali do Sheratonu osobnym busem. Chętnie rozdawali podpisy oraz pozowali do zdjęć (ten pierwszy niestety tylko z kobietami), więc zdjęcie zrobiłem sobie z piłkarzem Beşiktaşu J.K.Ricardo Quaresmą. Po jakimś czasie przyjechała cała drużyna, a podpisy chętnie rozdawali Ricardo Costa i Raul Meireles. Na tym skończyliśmy pierwszy dzień zbiorów. Każdy rozszedł się w swoje strony. Ja, Adzio i Bartek podobnie jak kilka tygodni wcześniej na lotnisko Chopina, reszta kolekcjonerów do swoich domów. Spotkaliśmy się dnia następnego.
Wtorek. Ten dzień zaczęliśmy dość wcześnie, gdyż grubo przed południem reprezentacja Polski miała swój trening. Postanowiliśmy więc z chłopakami udać się pod Hyatt (w tym hote
lu nocowali Biało-Czerwoni) i poczekać na piłkarzy aż wyjeżdżać będą na stadion przy Konwiktorskiej 6. Po drodze wstąpiliśmy do Biedronki napełnić nasze plecaki prowiantem. Przesiadka przy Złotych Tarasach i po 9 byliśmy już pod hotelem, gdzie spotkaliśmy forumowego Ro. Krótko po nas dołączyli także Pulpet, Gollaz i Rob. Na wstępie poinformowano nas, że nie możemy wejść do hotelu i musimy czekać za specjalnie przygotowanymi barierkami. Piłkarze przebrani już w stroje treningowe wychodzili jeden za drugim. Każdy wołał innych zawodników. Do mnie chętnie podszedł Sebastian Boenisch oraz Eugen Polański. Po chwili kadra Franciszka Smudy pojechała, a my udaliśmy się pod Sheraton z myślą, że może tego południa Portugalczycy wyjdą podobnie jak Sporting Lizbona na jakiś spacer.
Pod hotelem wspomniany przez Adriana ochroniarz mówi, że piłkarze do czasu wyjazdu na trening nie opuszczą hotelu (tego dnia trening zaplanowany był na godzinę 18.00). Wszyscy mieli go jednak głęboko w… czterech literach. Nie pozostawało nic innego jak tylko przeczekać jakoś ten czas. Tak więc czekaliśmy…trochę pod hotelem, trochę chodziliśmy po centrum Warszawy. Standardowo także od czasu do czasu grzaliśmy się w hotelowej toalecie przy której o dziwo spotkaliśmy… Józefa Oleksego ;D. Tego dnia do kolekcjonerów dołączył także mile przeze mnie wspominany ze zbierania Włochów we Wrocławiu RC (RobertoCarlos). Dalej nuda, nuda, nuda… do której już zdążyliśmy się niestety przyzwyczaić. Postanawiamy więc z Jarkiem (forumowym Rob-em) nie stać bezczynnie i
udaliśmy się na miasto by „zabić” jakoś ten czas.
Wpadliśmy do Rossmana dowołać brakujące nam fotki, pochodziliśmy trochę po Złotych Tarasach…Rob zadzwonił do Gollaza. Okazało się, że Grzesiu (Gollaz) razem z Mateuszem (Mat92), Kubą (Herki) i Łukaszem (Pulpet) stoją pod InterContinentalem, gdzie odbywała się wspomniana wcześniej konferencja European Club Association (ECA). Podobno po hotelu kręcą się delegacje, działacze oraz.. José Maria Bakero. Do hotelu niedaleko (5 minut na nogach), więc już po chwili byliśmy razem z chłopakami. Gollaz sprawdzał niezawodne Google w telefonie i wypatrywał znane mu twarze. Kuba oraz Mateusz weszli do środka hotelu, my czekaliśmy na zewnątrz. Co chwilę dostawaliśmy od Herkiego wiadomość z krótką relacją co dzieje się w środku. Dowiedzieliśmy się, że po pokładzie chodzi tajemnicza osoba z „lekkim” zezem. Rzeczywiście miała ona „lekkiego” zeza, a tą tajemniczą osobą okazał się Giuseppe Marottą, dyrektor sportowy Juventusu Turyn od którego wzięliśmy podpisy. Co chwile widziałem także wysokiego, blondwłosego mężczyznę. Wydawało mi się, że jest on byłym piłkarzem, że skądś go znam. Niestety podpisu nie wziąłem i do dziś nie wiem kim on był. Możliwe, że to moje błędne skojarzenie z inną znaną mi osobą?. W hotelu przebywali również Karl-Heinz Rummenigge, Kim Vilfort, Emilio Butragueño oraz Gianni Infantino, który szybko przez Grzegorza został mianowany najważniejszą osobą w UEFA (bo bez niego losowania nie byłyby już takie ciekawe). Dojrzałem także Karola Okrasę, który w hotelu ma swoją restauracje ^^. Porobiliśmy kilka zdjęć, zebraliśmy trochę podpisów – wypad udany! Przyszedł więc czas na trening Portugalczyków.
Pod hotelem zebrała się już standardowo grupka kolekcjonerów, a także kibiców (także głuchych, niemych…), których mieliśmy szczególnie dość. No ale nie będę już poruszać tego tematu. Standardowo także piłkarze wyszli tylnymi drzwiami. Autografy chętnie rozdawał Ronaldo, Pepe, Quaresma, Edurado – podobnie jak dzień wcześniej. Mi jako jedynemu udało się zebrać autograf trenera Paulo Bento, który podpisał się na dwóch zdjęciach. Tak jak poprzednio piłkarze szybko wsiedli do autokaru i udali się na trening. My za to postanowiliśmy w między czasie udać się pod hotel Polaków, gdyż chwilę później kończyli swój trening. Pogoda jednak dla kolekcjonerów nie była najlepsza, bowiem strasznie padało. Piłkarze ze względu na deszcz strasznie się śpieszyli. Podpisy chętnie dawali Łukasz Piszczek, Łukasz Fabiański, Robert Lewandowski, a najbardziej Wojciech Szczęsny, który chętnie pozował także do zdjęć. Jak szybko przyjechali tak szybko się „zmyli” (może ze względu na pogodę jest to dobre określenie?). Weszliśmy więc do pierwszego autobusu i wysiedliśmy na Placu Trzech Krzyży, skąd mieliśmy jedną minutkę na nogach.
Po chwili pod hotel podjechał duży, biały autobus, który przywiózł Portugalczyków z treningu. Podpisywali Ci sami. Jednak gdy obok mnie przeszedł CR7 przedostałem się przez barierki i chciałem zrobić sobie z nim zdjęcie. Wszystko okej, wyciągam rękę do tak zwanej „samojebki”, naciskam przycisk na aparacie, a tutaj nagle podbiega ochroniarz, który ciągnie mnie za plecak i wywala za chabety… szczyt chamstwa. Ochroniarz poczekałby 10 sekund i było by po problemie. No ale co poradzić oni i tak nigdy nie zrozumieją naszego hobby…
Skoro jesteśmy już przy nich to Ci z Sheratonu są wyjątkowo „kochani”. Jeden nie dość, że groził Grzesiowi sądem, gdy ten chciał wejść do hotelowego baru po wodę to jeszcze na dodatek pedał
. Jak stwierdził Pan Staszek „dlatego, że ma wyłupiaste oczy” ;D .Tylko pogratulować!. Były to ostatnie wydarzenia tego dnia, gdyż po chwili wszyscy udali się do domów, a my na lotnisko. Spotkaliśmy się dzień później w dniu meczu.
Środa/Czwartek.
Zapowiadał się kolejny nudny dzień, podobny do poprzednich… Jednak z biegiem czasu okazał się on ciekawy oraz pełen niespodzianek.
Przed meczem w obu ekipach pełna koncentracja. Nie były zaplanowane żadne treningi, konferencje itp. Wstaliśmy więc rano i od razu udaliśmy się (tak samo jak dzień wcześniej) po prowiant do sklepu sponsora reprezentacji Polski. Po drodze pomyśleliśmy, że piłkarze mogą wyjść tego słonecznego dnia na spacer. Jak się później okazało piłkarze do wyjazdu na mecz nie wychodzili nawet z hotelu. Po godzinie byliśmy pod Sheratonem, gdzie czekał już Beitar. Stoimy, stoimy i nic… zupełnie nic się nie dzieje… no może nie licząc dużego zainteresowania mediów naszymi osobami. Do kamery Polsatu News zostałem zaproszony Ja i Adzio.
Wolny czas spędzamy rozmawiając o kolekcjonerce, o sporcie, o wszystkim. W między czasie zbiera się większa grupka kolekcjonerów, a obok hotelu krąży Jacek Bąk oraz były reprezentant Portugalii Humberto Coelho, którzy chętnie się fotografują i rozdają autografy.
Dowiadujemy się, że po godzinie 13 Legia Warszawa rozegra na swoim stadionie sparing z III-ligowym Mazurem Karczew. Ja i Adrian postanawiamy wybrać się pod stadion z myślą o zrobieniu kilku zdjęć z Legionistami. Na miejscu czekał już Grzesiu (Diablik) z kolegą, a po chwili dojechał Rob, RC, Gollaz i Pulpet. Po meczu czekaliśmy więc obok podziemnego parkingu. Wcale nie długo, bo już po chwili zaczęły wyjeżdżać pierwsze samochody, a wśród nich min. Danijel Ljuboja, który bardzo śpieszył się na taksówkę. Cały czas poganiał nas tekstem: „Śibko, Śibko maj friends”. Ale ogólnie Danijel jak najbardziej spoko gościu, trochę śmiechowy
.
Samochodami wyjeżdżali także: Janusz Gol, Jakub Rzeźniczak, Tomasz Kiełbowicz, Wojciech Skaba, Miroslav Radobić, Michał Hubnik, Artur Jędrzejczyk oraz Dickson Choto, który zapytany przez Gollaza czy pamięta czasy jak grał w Górniku Zabrze śmiało odpowiedział „pamiętam, pamiętam”. Chwilkę później ujrzeliśmy w oddali czarnoskórego mężczyznę, który wchodził do klubowej recepcji. Wszyscy pomyśleliśmy, że jest to młody Albert Bruce więc szybko podbiegliśmy. Wołamy go przez szybę, on jednak macha rękami sugerując „It’s not me”, więc odpuściliśmy. Zrobiło się trochę późno, a ze względu na to, że nie znaliśmy dokładniej godziny wyjazdu piłkarzy na mecz postanowiliśmy udać się pod hotel.
Pod hotelem kolejne niespodzianki. W hotelu Sheraton podobnie jak we wrocławskim Etapie znajdował się punkt odbioru zaproszeń na mecz Polska-Portugalia, a jako iż było kilka godzin przed meczem zainteresowanie wejściówkami było znacznie duże. Nie mogło zabraknąć więc znanych sportowców. Zjawiły się takie osobistości jak: Marek Citko, Cezary Kucharski, Zdzisław Kapka, Paweł Janas, Piotr Świerczewski i wielu przedstawicieli PZPN-u. Wszyscy chętnie rozdawali podpisy i pozowali do zdjęć. Dostrzegłem także kabareciarza Piotra Bałtroczyka od którego zebrałem podpis dla siebie i Pulpeta.
Na zegarku widniała już 18.00 tak więc trzeba było szykować się na teoretycznie ostatnią okazję zdobycia podpisów Portugalczyków. Przed tylnym wejściem hotelu ustawiła się już duża grupka kibiców czekających na swoich ulubieńców. Tak jak wcześniej piłkarze szybko przechodzili, a zatrzymywali się Ci sami co w poprzednich dniach w sumie bez żadnej rewelacji. Każdy kompletował autografy na zdjęciach, które zostały z poprzednich dni. Po odjeździe autobusu większość kolekcjonerów zwątpiła i prosto udała się do domów. Adrian z Łomży postanowił jednak wybrać się na lotnisko i tam szukać szczęścia wraz z forumowym Ro.
Ja jednak razem z Bartkiem po chwili zastanowienia doszliśmy do wniosku, że skoro piłkarze zostali zabrani prosto z płyty lotniska, a piłkarze grający w europejskich ligach przylecieli osobno, tak będzie i tym razem. Jak się okazało mieliśmy racje, a osoby które pojechały na lotnisko im. Fryderyka Chopina miały wielkiego pecha.
Czas do końca meczu postanowiliśmy spędzić w Złotych Tarasach przy… pepsi, mirindzie i tego typu napojach gazowanych. Nie zabrakło także wielorakich rozmów oraz oceniania w skali od 1 do 10… przechodzących obok nas kobiet
– wiemy bardzo interesujące zajęcie, jednak nie było pomysłów na zagospodarowanie tej wolnej chwili. W stałym kontakcie byliśmy z Adrianem, który informował nas co dzieje się na lotnisku. Tuż przed końcem meczu postanowiliśmy opuścić naszą miejscówkę, ponieważ powoli ją zamykali. Zatrzymaliśmy się także przy jednym z barów, gdzie oglądaliśmy końcówkę meczu.
Do hotelu było tylko kilka minut drogi, tak więc wyruszyliśmy pod Sheraton tuż po ostatnim gwizdku sędziego. Na miejscu czekał już Darek zwany dalej „Para Dariem”, Gollaz, Rob, RC oraz kilku kibiców (których spławialiśmy/przekonywaliśmy, że piłkarze jednak nie przyjadą, gdyż prosto po meczu wylatują do Portugalii – niektórzy zwątpili i poszli do domów). Pod hotelem spotkaliśmy także zataczającego się prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej zwanego Grzegorzem Lato. Na szczęście nie próbował przechodzić przez obrotowe drzwi, bo pewnie by go pokonały. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć, mi bez problemu podpisał zdjęcie na której dał nawet dedykację(bardzo się starał co widać na zdjęciu obok). (http://mateqi.cba.pl/displayimage.php?pid=2045). W niekrótkim czasie wraz ze swoją rodziną przyjechał Damien Perquis, od którego także wzięliśmy podpisy oraz zrobiliśmy sobie fotki.
Chwila nieuwagi i obróciwszy się w prawą stronę ujrzałem obok tylnego wejścia piłkarzy wysiadający z czarnego busa za którymi szybko pobiegłem, jednak zdążyli uciec. Pomyślałem „straszna lipa” i z opuszczoną głową po woli wracam przed główne wejście, aż tu nagle… krzyczą do mnie chłopaki, że wszyscy są w środku. Chyba pobiłem swój rekord na 100 metrów, bowiem już po kilku sekundach byłem w środku obok przechodzących piłkarzy reprezentacji Portugalii. Takim sposobem do kolekcji wpadły podpisy wylatujących następnego dnia Fábio Coentrão, Beto Pimparela, Naniego, Miguela Veloso, Nélsona Marcosa, Ricardo Quaresmy i Raula Meirelesa. Hugo Almeida, Bruno Alves, João Moutinho oraz Rolando (którego chwilę później wymieniłem za Rui Patrício z RC) zdążyli przejść niezauważeni. Z niektórymi mam także porobione zdjęcia. W hotelu znajdował się także Cristiano Ronaldo, jednak nie wiem czy komuś coś podpisał – nie patrzyłem. Byłem zajęty proszeniem, a wręcz błaganiem jego o zdjęcie (ile to kosztuje wysiłku? wystarczy zatrzymać się na 10 sekund i mieć z głowy nękającego chłopaka). Prosiłem go chyba z minutkę cały czas stojąc obok niego… Mówiłem, że jest moim idol, że przyjechałem z daleka, że kibic MU, że… nic jednak nie pomogło – rozłożył bezradnie ręce, wszedł do windy i tyle go widzieli.. Nie byłem jedyną osobą, bowiem Herkiemu z konkurencyjnego forum także odmówił, chociaż w hotelu oprócz jego, Ronaldo i jednego ochroniarza nie było nikogo. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że piłkarze z hotelu uciekli tylnym wejściem, wsiedli do taksówek i pojechali najprawdopodobniej na lotnisko.
Poczekaliśmy więc jeszcze chwilkę, jednak stwierdziliśmy, że nie ma sensu stać, a była już dość późna godzina. Tak więc postanowiliśmy się rozstać po tych kilku razem spędzonych dniach i udać się do domów. Każdy rozszedł się w swoje strony: Gollaz, Rob, RC do hostelu, Mateqi i Gaucho na lotnisko, a Darek do swojego domu we Warszawie. Jak się później okazało większość piłkarzy pojechała na balety, a wraz ze sobą do hotelu przywieźli…dziwki, które zgarnęli z jakiegoś burdelu (jedynie Raul Meireles zdołał się opanować i przyjechał bez „towarzyszki”). Jednak zawsze mogło być gorzej! ;D
Zadowoleni i pełni wrażeń pojechaliśmy podzielić się wydarzeniami z Adrianem, który… już smacznie sobie spał. Podróż powrotna zapowiadała się dość wcześnie, gdyż już o 5.45 wyruszyłem pociągiem TLK „Ossolińskim” w stronę Wrocławia, wysiadając w Sieradzu tuż przed godziną 10.00.
Warto wspomnieć także o częstych odwiedzinach Złotych Tarasów, oraz o maszynie na dolewki z KFC, z której dość często korzystaliśmy również przy okazji zbierania Sportingu Lizbona.
Czas kończyć opowieść o Warszawie, po której pozostanie wiele wspomnień i kilka nieprzespanych nocy. Myślę, że tekst Was zaciekawi i cała moja praca nie pójdzie na marne. Jeśli coś przekręciłem, to przepraszam, ale mam słabą pamięć. Pozdrawiam wszystkich chłopaków. Oby do następnego!
I pomyśleć, że to wszystko dla kilku maźnięć markerem…
P.S.Wszystkie zdjęcia oraz skany autografów możecie znaleźć na mojej stronie internetowej: www.mateqi.cba.pl. Zapraszam. Przykłady:
- Kolekcjonerzy (Gollaz, Rodowity_Łomżanin, NBA, Pulpet, Lefty + Warszawa) i Nani na lotnisku
- BUTRAGUEÑO Emilio
- LATO Grzegorz
- MEIRELES Raul
- NANI (1), NANI (2)
- OLIVEIRA Nélson
- QUARESMA Ricardo (1), QUARESMA Ricardo (2)
- RUMMENIGGE Karl-Heinz
- SZCZĘSNY Wojciech
- VELOSO Miguel
- PINTO João
- COELHO Huberto
- VILFORT Kim
- Mateqi, Ljuboja, Gollaz
Autorem powyższego wpisu jest Mateqi
Co mogę dodać od siebie. Pewnie byłoby o czym pisać, ale czas średnio na to pozwala. W każdym razie Mateqi nalegał mocno, żebym swoimi paroma zdaniami nadał trochę sensu tej notce.
Po dłuższym czasie udało mi się znów zawitać do Warszawy na zbieranie, a także mecz. Wyjazd mogę uznać za udany, jak na ogólne warunki dużo udało się zebrać. Przez te kilka dni udało się również zjeść lepiej (Subway) lub gorzej (u chińczyka), wypić parę piw (pulpeta niestety nie udało się upić), zobaczyć całkiem niekiepski mecz. Stadion zrobił na mnie super wrażenie, Hostel Tamka, gdzie spaliśmy, również, mimo 99% negatywnych opinii w Internecie. Także polecamy. Kozakiem w ekipie Portugalii okazał się Pepe, widać, że prywatnie jest sympatycznym gościem. Ronaldo wydaje się zmęczony sławą, ale jeśli wszędzie na świecie ludzie reagują na niego, tak jak to widziałem w Warszawie, to nawet się nie dziwię.
Do minusów zaliczam, że nie udało się złapać kilku graczy, na których mi zależało oraz moment, kiedy Mateqi mnie podje^&*^*ał i musiałem wyjść z hotelu. Gdyby dzień po meczu nie trzeba było wracać z samego rana do domu, to pewnie jeszcze bylibyśmy pod hotelem świadkami ciekawych zajść, ale nie można mieć wszystkiego.
Ok maślaczki, to by było na tyle z mojej strony. Do zobaczenia gdzieś tam na Euro itd. Wesołego Zająca życzę przy okazji, pozdrawiam.

































