Tak! Część I w kilku częściowej sadze o zlotach kolekcjonerów ze Śląska. Ilu częściowej? To wyjdzie w praniu.
23 czerwca 2009, godzina 13.zerocośtam. Agresor zjawia się na dworcu w Bytomiu. Za chwilę posyła sms’a do Rogera, który odpisuje, iż on, Order oraz alojzy zjawią się w mieście za kilkanaście minut. Ze słuchawkami w uszach słuchając Adama Ostrowskiego czekałem więc na resztę chłopaków. Za wspomniane kilkanaście minut znaleźliśmy się i udaliśmy się na łowy.
Zaczęliśmy zwiedzanie Bytomia od Dworcowej. Tam mieści się siedziba klubu, której jednak nie uświadczyliśmy – jednak po telefonie dowiedzieliśmy się kiedy i gdzie drużyna będzie trenować. Z rozmową na ustach kroczyliśmy więc dalej i dalej aż doszliśmy do pana Jana Liberdy. W celu wiadomym. Reprezentacja naszego zlotu w składzie ja i Roger trzymając w ręku fotki do podpisu kulturalnie zapukała do drzwi byłego napastnika Polonii i równie kulturalnie spytała czy może zająć kilka minut. A kogo wy reprezentujecie? – zapytał pan Jan. My? Reprezentujemy siebie – odparłem i wytłumaczyłem że przyszliśmy po autografy. Pan Jan zaprosił nas do swojego pokoju pełnego różnorakich wspaniałych gadżetów – medali, pucharów, koszulek etc. związanych z bytomskim klubem, przyniósł sobie taboret i podpisał nasze fotki wraz z dedykacjami. Pożegnaliśmy pana Liberdę i udaliśmy się w dalszą podróż. Dokładniej na ulicę Olimpijską. Pooglądaliśmy zza bram stadion, kilka minut poświęciliśmy na przyglądanie się treningowi Polonii Bytom ME i jak to zwykle bywa, udaliśmy się w dalszą podróż – dokładniej do pana Kazimierza Trampisza. Po odnalezieniu jego mieszkania, co też zajęło nam kilkanaście minut, reprezentatywni ja i Roger zastaliśmy w jego drzwiach małżonkę, która poinformowała nas, iż pana Kazimierza nie ma w domu. Jakieś 5 sekund później na korytarzu pojawił się niespodziewanie pan Kazimierz i zaprosił nas do środka. Podpisał nasze zdjęcia, porozmawiał z nami dłuuższą chwilę i poopowiadał o jego pozytywnym stosunku do kolekcjonerstwa. Trening Polonii zaplanowany był na 16, więc mając na zegarkach 15.10 pożegnaliśmy pana Kazimierza i … udaliśmy się w dalszą podróż.
Na boisku Bobrka Karb zjawiliśmy się w granicach 16.30. Usiedliśmy na trybunach i oglądaliśmy trening Polonii, chwaliliśmy się swoimi fotkami, rozmawialiśmy na wiele tematów i wyczekiwaliśmy na najważniejsze – koniec treningu! Ten nastąpił ok. 18.00. Piłkarze szybko rozchodzili się do swoich samochodów a my dopadaliśmy kogo tylko się dało. W moim wypadku skończyło się na podpisanych 9 z planowanych 20 fotek. Że o testowanych zawodnikach, których chciałem zbierać na kartach nie wspomnę. Cóż, lepsze to niż nic. Najciekawiej było przy aucie Łukasza Gikiewicza w którym znajdowali się także Robert Wojsyk, Adrian Basta czy Piotr Tomasik. Gikiewicz swoje zdjęcia skwitował soczystym ja pier**le, skąd wy macie takie fotki?, reszta zawodników była bardziej powściągliwa w ocenach zdjęć przez siebie podpisywanych. Od Gikiewicza dostało się także Tomasikowi, który podpisując fotki słyszał non stop ku**a, ligowiec Tomasik. Obok zawodników zebraliśmy także fotki panów trenerów – Szatałowa oraz Brehmera. I o 18.20, czyli planowanym odjeździe mojego pociągu, opuściliśmy boisko Bobrka Karb.
Roger i Order odjechali a ja wraz z alojzym w przydworcowym bufecie zajadając się odpowiednio hamburgerem i hot dogiem oraz popijając napój pomarańczowy marki Slice (czy jakoś tak) wymienialiśmy się spostrzeżeniami o kolekcjonerstwie. O 20.00 w deszczu siedząc w pociągu relacji Bytom – Lubliniec odjechałem z 11 zdobytymi osobiście autografami. Wynik cieszy, ale nie w pełni, gdyż mogło być lepiej.
Mam nadzieję, iż kolejny zlot na Śląsku (standardowo jeszcze nie wiem kiedy i gdzie) przyniesie lepszy procent zbiorów.
Pozdrawiam i miłej lektury życzę.
E no, 11 grafów to nie jest tak źle + ciekawe doświadczenia
Bardzo fajnie to opisałeś i przyznam, że chciałbym, żeby opowiadanie było dłuższe. Mam nadzieję, że z następnego zlotu sprawozdanie będzie obszerniejsze. Zazdroszczę fajnej przygody
Szkoda, że nie mieszkam gdzieśtam na Śląsku… Notka, jak i zlot zajebista.
Robiliscie jakies foty?:)
Co do samego zlotu to nie mogę powiedzieć nic więcej. Było sympatycznie, chwilami śmiesznie, nawet dłuższymi chwilami. Niestety nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia. Nie wiem czemu tak wyszło, ale trudno.
W Zabrzu zrobimy, obiecuje!
A notka nie mogła być dłuższa … bo tyle właśnie się działo.
Spoko wpis, ciekawe doświadczenie z wchodzeniem do domu i zbieraniem podpisów
Podczas tej wizyty u pana Trampisza, która trwała ponad 20 minut już myślałem, że niedługo pani Danusia postawi obiad na stole albo chociaż jakąś herbatkę.
Jako przewodnik pomyliły mi się boiska Stali Bobrek z boiskiem GKS Bobrek Karb Bytom (o którym szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem). Dzięki temu chłopaki pozwiedzali najekskluzywniejszą dzielnicę Bytomia, którą niewątpliwie jest Bobrek.
*przewodnikowi oczywiście
A jak się alojzy typa na ulicy zapytał, gdzie jest ulica Worpie, to powiedział, że taaam daleeej… Powiem jeszcze, że ulicę minęliśmy chwilę przed rozmową z przechodniem…