
Wraz z Carlosem "El Pescadito" Ruizem, przybyszem z gorącej Gwatemali.
„Pieprzony deszcz” – pomyślałem sobie, wstając w środowy poranek (choć czy 4:30 można nazwać porankiem?) z łóżka. Kilka chwil na ogarnięcie się, spakowanie plecaka i po nieco ponad godzinie siedziałem już w autobusie zmierzającym na dworzec Łódź Fabryczna. Na miejscu byłem cztery minuty po szóstej. Nabyłem bilet z 37% zniżki i wsiadłem do pociągu zmierzającego do Warszawy Wschodniej.
Na uszach pierwszy „Blueprint” i jakoś udało się dotrzeć na słynny Dworzec Centralny. Po wyjściu z wagonu moim oczom ukazała się dwójka forumowiczów-kolekcjonerów: Michał i pulpet, z którymi byłem wcześniej umówiony. Uścisnęliśmy sobie dłonie i popędziliśmy na przystanek autobusu linii 175, gdzie już czekali na nas Mateusz i MAT92. W trakcie jazdy toczyły się żywiołowe dyskusje na wiele tematów m.in. „kto z Gabończyków mi odpisał” albo „dlaczego pulpeta olał Faneva Ima Andriatsima”. Na lotnisku im. Fryderyka Chopina, popularnie nazywanym Okęciem byliśmy ok. 8:30. I tu pierwsze rozczarowanie – okazało się, że lot z Salonik ma opóźnienie i zamiast o 9 przyleci dopiero o 9:35. Żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń usiedliśmy, a ja wyjąłem moje autografy na sprzedaż, które specjalnie przytaszczyłem z Łodzi. Na transakcjach zeszło paręnaście minut. Później, gdy dołączyli do nas MAT92 (który nie pojechał z nami autobusem), edzio-e2, vb (którego przez cały czas uważałem za radkazamulacza) i kilku lokalnych kolekcjonerów, a pulpet niczym Usain Bolt popędził do wc, przenieśliśmy się pod wyjście z odpraw (nie wiem jak to się nazywa). Kolejna godzina zeszła na oczekiwaniu na piłkarzy z Grecji. W końcu, gdy niektórzy zaczęli już tracić nadzieję (Mateusz: „Pewnie przyjechali autokarem!”), kilka minut po 10 w drzwiach pojawili się pierwsi gracze, m.in. Deividas Česnauskis, Ronaldo Guiaro, Koke. Oczywiście wszyscy zostali otoczeni przez kolekcjonerów (myślę, że rozdali wtedy więcej autografów niż przez całe swoje życie), a następnie – gdy już wszystkich zadowolili, udali się do pobliskiego sklepu w celu nabycia różnorakich napojów czy przekąske. Następnych zawodników nie było jednak widać… Pojawili się dopiero po ok. 15 minutach i – co było możliwe do przewidzenia – wyszli jedną grupą. „Więc każdy chapał, upychał gdzie można”, cytując Jacka Granieckiego. Gdy udało mi się zebrać większość pożądanych podpisów, zacząłem zastanawiać się, gdzie jest trener Arisu, Hector Raul Cuper. Postanowiłem wyjść na zewnątrz, a tam, w odległości ok. 100 m stoi sobie Argentyńczyk i rozdaje autografy! Razem z vb popędziliśmy więc w jego stronę, udało się i po chwili mogłem pochwalić się podpisem byłego szkoleniowca Interu. Gdy gracze już w komplecie wsiedli do autokaru, niektórzy postanowili poprosić o pomoc kierownika drużyny, który co prawda trochę na nas pokrzyczał, ale generalnie nie robił większych problemów (poza tym, że pulpetowi prawie zabrał wszystkie dzisiejsze zdobycze). Po kilku minutach gracze z Grecji odjechali, a my z Mateuszem udaliśmy się ponownie na terminal 1 w celu przeprowadzenia jakiejś wymiany. Ta nie doszła co prawda do skutku, spotkaliśmy jednak Cristiano Ronaldo i Tomasza Kłosa, których autografy zebrałem z myślą o pewnym forumowiczu z Bałut.
W okolicach 11 wsiedliśmy do autobusu, udaliśmy się w drogą powrotną na Dworzec Centralny, a ja trochę ponarzekałem na stolicę (rondo wokół torów kolejowych, wtf?!). Tam okazało się, że najbliższy pociąg mam dopiero za 90 minut (bo ten którym miałem jechać przez wakacje nie kursuje), toteż wstąpiłem do podziemnego McDonalds’a na obiad. Gdy już udałem się na peron okazało się, że po drugiej stronie torów stoi nie kto inny jak Łukasz Płoszajski – serialowy Artur Kulczycki! Miałem nawet podbić po autograf, ale uznałem, że to jednak trochę pedalskie i zrezygnowałem. Punktualnie o 12:55 przyjechał pociąg InterRegio relacji Warszawa Wschodnia – Łódź Fabryczna i – tym razem z „Disposable Arts” na uszach – opuściłem stolicę… Teraz pozostaje trzymać kciuki za Jagiellonię i ewentualnie za rękę Gianniego Infantino.
WPIS AUTORSTWA UŻYTKOWNIKA PYCIO ;]







adaliśmy, pora na dalsze losy koszulki z autografami Borussii Dortmund.
