Wpisy otagowane ‘Portugalia’

Wrocław 2011 – czyli byli Mistrzowie Świata w Polsce

środa, 18 Styczeń 2012
Stadion Miejski we Wrocławiu

Stadion Miejski we Wrocławiu

Od dawna kusi mnie napisanie dla was dłuższej notki na temat zbiorów we Wrocławiu, jednak brak chęci, tudzież brak czasu i nic z tego nie wychodziło. W ostatnim czasie nawet kilka zdań o Italii napisał Grzegorz. Postanowiłem napisać coś od siebie. Znalazłem troszeczkę czasu by opisać to co działo się w stolicy Dolnego Śląska.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej. Mecz Polski z Włochami ma się odbyć w listopadzie. Pierwotnie planowano by był rozegrany we Warszawie lub w Poznaniu – jednak wypadło na Wrocław do którego mam ~140km. Postanowiłem więc udać się tam na 3 dniowe zbieranie.  Zabrałem ze sobą nie tylko zdjęcia Włoskich piłkarzy, które wywołałem tuż przed meczem, lecz także Polaków przygotowanych znacznie wcześniej…ale nie o tym czas pisać. Mamy czwartek! – krzyknąłem rano wstając z łóżka. Początek podróży, która w pamięci pozostanie bardzo długo. Sprawne pakowanie, poranna wizyta w toalecie, minutka na poczcie po odbiór zdjęć, centrum, PKP, … – mamy już gruuboo po 8, a ja już siedzę w pociągu gdzie sortowałem zdjęcia. Mija pierwsza godzina….Kalisz, mija druga godzina…Oleśnica, mija trzecia godzina…WROCŁAW!.  Pierwsze co ujrzałem to strasznie rozkopany dworzec oraz wielu zabieganych ludzi, teraz tylko pomyśleć co może dziać się na EURO!?. Ogarnięcie mojej mini mapki, którą trzymałem w kieszeni, obejście dookoła dworca, zakup biletów MPK – mamy południe. Jedzie tramwaj w stronę dzielnicy „Krzyki” do którego wsiadam i udaję się prosto (no może prawie) pod hotel Biało-Czerwonych „Platinium Palace”. Na pierwszym planie czerwony autokar naszej kadry – o dziwo mający jeszcze Orła, którym w ostatnim czasie żyła cała Polska. Kilka zdań do lokalnej telewizji. Idzie Franciszek Smuda:

- „Można prosić o autograf?”
- „Ależ śmiało!”

Robert Lewandowski i Mateqi

Robert Lewandowski i Mateqi

Mogłem cieszyć się z pierwszego autografu zdobytego we Wrocławiu, a jak to się mówi pierwsze koty za płoty. Zbiera się coraz większa grupka młodzieży z pobliskiej szkoły. Podpisy biorą w zeszytach, na kartkach, na czym się tylko da – jeden to zbierał nawet ołówkiem… Nagle po drugiej stronie hotelu ujrzałem znane mi twarze. Idzie Grzegorz wraz z Dariuszem oraz Karolem. Podchodzę, podaję dłoń. Patrzą się na mnie, jeden na drugiego, drugi na trzeciego. Pewnie sobie myślą „Kto to kurde jest!?” – jednak szybko zostałem rozpoznany i okazało się, że jestem niejaki forumowy „Mateqi” – Chłopak z Sieradza! Małe pogaduchy, przeglądanie zdjęć, oczekiwanie na piłkarzy. W między czasie przychodzi do nas Sebastian (SeboLZ), który już do końca zbiera razem z nami. Podjeżdża mały busik, zdjęcia i markery przygotowane w dłoniach. Z samochodu wychodzi znana nam skądś osoba. Szybko skojarzyłem, że jest to piosenkarz Wojciech Gąssowski (ambasador Euro2012) od którego wzięliśmy podpis – nóż, widelec – może się kiedyś przyda. Po chwili podchodzi do nas Pan Wojtek i pyta czy nie mamy pożyczyć jakiegoś pisaka, bo też chciałby sobie pozbierać reprezentantów ;) . Zaczęło robić się coraz ciekawiej. Kilka grajków podjeżdżało samochodami pod hotel przed którym śmiało mogliśmy zbierać autografy. I takim sposobem wpadły podpisy takich piłkarzy jak: Damien Perquis, Łukasz Piszczek, Łukasz Fabiański, Robert Lewandowski czy Marcin Wasilewski. Następnie wpadają kolejne podpisy. W sumie pod Platinium Palace zebrałem autografy 15 osób. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie władanie językiem obcym przez Grzegorza, który nawet do Polaków mówił „please”, „thank you” – to się nazywa zawodowstwo.

JuvePoland na lotnisku

JuvePoland na lotnisku

Powoli się ściemnia, patrzymy na zegarek – godzina 17.00. Myślimy czy zostać jeszcze chwilkę i czekać na kolejne podpisy, czy jednak wybrać się wcześniej na lotnisko Strachowice, gdzie półtorej godziny później planowany był przylot reprezentacji Włoch. Wybieramy to drugie i po wcześniejszej konsultacji wsiadamy w pierwszy tramwaj, który zawozi nas w okolice „Eureki”. Stamtąd przesiadamy się w autobus lini 406, którym jedziemy już pod samo lotnisko. Korki, korki, korki: czy zdążymy?, nie ma bata musimy!.  Na lotnisku czekał już min. forumowy Gaucho, kilku kolekcjonerów z Warszawy oraz… pełno bandy z JuvePoland (jednak Majkela nie widzieliśmy). Na tablicy widnieje lot czarterowy z Pisa, czekamy, czekamy, LANDED!. Wszyscy gotowi i zwarci z niecierpliwością wypatrują znane im twarze. „Już idą” – krzyknął ktoś z tłumu, patrzymy, a tam..wybiega śmiechowo wyglądający operator kamery z Włoskiej telewizji. Wszyscy widoczny uśmiech na twarzy. Po chwili wychodzą już wszyscy. Każdy łapie kogo popadnie (no przynajmniej próbują). Fan Club piłkarzy Juventusu, Sebastian piłkarzy Milanu, ja Andreę Pirlo (który podpisuje się na twarzy :P ) oraz Giorgio Chielliniego, a Pan Dario ze Stolicy rzuca się na Cesare Prandelliego niczym nieprzyjemne siły meksykańskie wspomniane wcześniej przez Gollaza. Zanim się odwróciłem wszyscy piłkarze siedzą już w autokarze, udaje mi się jednak zawołać siedzącego na brzegu Gabriele Pina, którego zbierają także inni. Jak szybko przylecieli, tak szybko odjechali.  Trochę spóźnieni udajemy się pod hotel Radisson Blu, gdzie liczyliśmy na zdobycie kolejnych podpisów. Guzik! – wszyscy piłkarze już dawno w pokojach, jedynie został coach, który wracał po konferencji. Zrobiliśmy więc sobie dodatkowo kilka zdjęć. Czekamy dalej, jednak nic się nie pojawiało. Zniechęceni całą tą sytuacją udajemy się każdy w swoje strony z myślą o następnym dniu. Podróż do miejsca nocowania mija wyjątkowo szybko, kilka przesiadek i już jestem w domu przy ulicy Piwowarskiej, gdzie smacznie położyłem się spać.

Luigi Riva i Mateqi

Luigi Riva i Mateqi

Piątek – dla jednych Dzień Niepodległości, dla nas drugi dzień zbierania oraz mecz ekipy Pani Adamiakowej Franciszka Smudy. Godzina 8.30 pobudka!. Szybkie śniadanie, ogarnięcie plecaka. Miejscowy spożywczak oblegany przez starą gwardię czekająca na prowiant w postaci wysokoprocentowych trunków. Ale jak to nasze stare, Polskie przysłowie brzmi „dzień święty, trzeba święcić!”.  Pod hotelem jestem już o godzinie 10.00, gdzie czekał Tick, Pirlo, Gollaz, a SeboLZ powoli dojeżdżał.

- „Kogoś już macie?”
- „Nie, tylko Pin, wraz ze sztabem zeszli na dół i spacerują po recepcji”.

Claudio Marchisio i Mateqi

Claudio Marchisio i Mateqi

No to szykuje się kolejny ciężki dzień! – pomyślałem.  Mijają pierwsze godziny. Pojawia się ochroniarz informujący nas o tym, że piłkarze na dół nie zejdą, a więc nie ma co liczyć na autografy tym bardziej w popołudniowych godzinach bla, bla, bla. Nie zrezygnowaliśmy! – czekamy dalej. Mijają kolejne godziny, na dworze zimno (ale czego nie robi się dla autografów). Między godziną 13.00-14.00 piłkarze mają zejść na dół na obiad. Fałszywy alarm! obiad jedzą na górze.  Z każdą minutą oraz godziną nadzieje na kolejne podpisy upadają, jednak ni stąd, ni zowąd na schodach hotelu pojawia się tajemnicza osoba w błękitnej koszulce. Claudio Marchisio! pomocnik Juventusu rozmawiający przez telefon. Bardzo miły „Il Principino” podpisuje wszystkim zdjęcia oraz pozuje do zdjęć. Pojawia się też Daniele De Rossi. Sebastian próbuje podbiec jednak nic bardziej mylnego – De Rossi jest znacznie szybszy i ucieka szybko przez schody prowadzące do pokoi piłkarzy. Dokoła hotelu kręci się tylko Luigi Riva, Giancarlo Abete oraz sztab treningowy. Grzegorz z kolegami udają się na spacer, na którym zahaczyli o KFC (podobno było gorsze niż w Warszawie). Pod hotel podjeżdża taksówka z której wysiada znana nam postać: Zbigniew Boniek!. (autograf Bońka dawno został moim wymarzonym podpisem jednak nie spodziewałem się, że zdołam zebrać go osobiście). „Zibi” podpisuje wszystko oraz pozuje do zdjęć. Daję do podpisania flagę biało-czerwoną reprezentacji Polski.

- „Można prosić o podpis na fladze z dedykacją dla Mateusza?”
- „Jasne!”
- „Ale czy ta flaga to jeszcze z orzełkiem czy już nie?”. (wszyscy zaczęli się śmiać.).

Później czekamy już w środku hotelu. Miłe zaskoczenie – zobaczyliśmy… wesele, które właśnie odbywało się w restauracji hotelu.

Godzina 18.00. Poznany już wcześniej Pan ochroniarz, wraz z kolegą podchodzi i grzecznie informuje, nas o tym abyśmy opuścili hotel, gdyż piłkarze niedługo będą zjeżdżać na dół. Czekamy i czekamy. Wychodzą! Ja ze skorowidzem w ręku, inni ze zdjęciami w grabie. Idzie Buffon!. Wystawiłem najdalej jak mogłem moją rękę i uff.. podpisuje się na pięknym zdjęciu podnoszącym puchar Mistrzostw Świata. Sebastianowi pomazał bardzo ciekawy autograf, który w znacznej części znajduje się na kartce, a nie na zdjęciu… wołamy dalej – nic. Pojechali na mecz.  Czas wolny. Grzegorz, Karol i Darek udali się do swojego pokoju, gdzie się zdrzemnęli oraz obejrzeli mecz reprezentacji (przynajmniej pierwszą połowę, bo na drugiej zasnęli). Wraz z Sebastianem udałem się prosto na stadion. Droga umilana śpiewami zagorzałych kibiców. Oczywiście znane nam wcześniej przyśpiewki: „Gdzie jest orzeł?”, „PZPN”, „Lato kondonie…” i inne tego typu serenady.  Po pół godzinie jesteśmy na miejscu. Rozchodzimy się, pod rodzę zaliczam hotel „Etap” gdzie w recepcji czekał dla mnie bilet prosto od Wojciecha Łazarka. Wejście na stadion w miarę sprawne. Zasiadłem na trybunach gdzie przez prawie cały mecz dopingowałem Polaków (piszę prawie, ponieważ w przerwie musiałem coś przekąsić. Minuty spędzone w kolejce nie dały oczekiwanego skutku, powód?: skończyły się parówki! ).

Polska - Włochy

Polska - Włochy

Polacy starali się jak mogli, przegrali 2:0. W ostatnich minutach Kuba nie wykorzystał rzutu karnego. Po tej sytuacji wyszedłem ze stadionu i miałem do wyboru: albo jadę jeszcze raz pod hotel Włochów szukać szczęścia, albo prosto do domu. Do Wrocławia przyjechałem po to by pozbierać autografy, więc wybrałem pierwszą opcję nie zważając na to, że było już grubo po 23.00, a nocnych powrotnych autobusów prawie nie miałem. Przyjeżdżają. Zatrzymują się pojedyncze sztuki, których ciężko złapać, reszta macha, słucha muzyki. Jedynie Marchisio zatrzymuje się i ponownie podpisuje to co chcemy. Kierujemy się do domów – spotykamy się jutro na lotnisku.  Podróż z przygodami, znikoma ilość autobusów, brak tramwajów – czego tutaj jeszcze chcieć?. W domu jestem o godzinie 4.00. Pobudka szykowała się dość wcześnie gdyż piłkarze wylatywali już przed 11.00.

Oporowska

Oporowska

Sobota. Spałem dość krótko. Na lotnisku jestem niecałą godzinkę przed odlotem. Przyjechali, wychodzą!. Pierwszy rzucony na pożarcie został Antonio Nocerino od którego wziąłem podpis i udałem się prosto do Simone Pepe. Wszyscy zdążyli uciec. Celnicy zamykają wejście, jednak co mi tam wołam dalej… patrzę Montolivo!. Riccardo podpisuje moje zdjęcia. Był to ostatni zdobyty podpis na lotnisku. Lekko niezadowoleni wracamy na dworzec centralny skąd wszyscy rozjeżdżamy się w swoje strony. SeboLZ do domu we Wrocławiu, Pirlo do znajomych, Gaucho do Poznania, Tick w stronę Krakowa, a Warszawa… do Stolicy. Jako jedyny ostał się Gollaz i ja. Postanowiłem więc udać się do Sieradza późniejszym pociągiem, a wraz z bardziej doświadczonym ode mnie kolekcjonerem pozwiedzać piękne miasto jakim jest Wrocław.  Grzegorz sprawdza niezawodne google w telefonie. Młody Śląsk gra z Młodym ŁKS-em na Oporowskiej. Nie ma co! wybieramy się na mecz. W składach obu drużyn kilku podstawowych zawodników. Zebraliśmy takie podpisy jak: Mariusz Pawelec, Przemysław Kaźmierczak, Mateusz Cetnarski, Marek Gancarczyk, Łukasz Madej czy nowy trener drużyny z Łodzi Ryszard Tarasiewicz. Powrót szybka, bez żadnych przygód.

Wyjazd uważam za bardzo udany, miła, kolekcjonerska atmosfera. Wszyscy pozytywnie nastawieni. Dziękuję wszystkim za miło spędzone trzy dni we Wrocławiu. Oby do następnego!

PS Hotel Polaków: Grześ zrobił się głodny, szuka czegoś do przekąszenia, namawia chłopaków na obiad, jednak się nie udało. Przed Platinium Palace wisi karteczka z menu, czytam, czytam.. ooo! placki ziemniaczane w hotelu za jedyne dwadzieścia parę złotych. Niestety Grzegorz musiał się zadowolić kawałeczkiem czekolady, którą poczęstował go Darek ;) .

Po chwili toaleta!, w ogóle gdzie jest jakaś toaleta?, to lewo, to prawo – nie ma!. Grzegorz zrobił kółko wokół parku (nie było go kilka minut/pół godziny) nigdzie jednak nie ma toalety. Załatwił się dopiero później na lotnisku – achhh ten Wrocław!. Będę go miło wspominał!

Obiecuję, że kolejne notki nie będą tak długie jak ta, którą pisałem dwa dni ;)

Pozdrawiam Mateqi

Losowanie po krakowsku

wtorek, 27 Grudzień 2011

12-13 października 2011r. Wydawałoby się, że środa i czwartek to zwykłe robocze dni tygodnia, niemające większego znaczenia dla mieszkańców Krakowa. Platini, Boniek, trenerzy i asystenci europejskich reprezentacji… Te słowa w zupełności wystarczą na potwierdzenie faktu, że te szare jesienne dni stały się wyjątkowe dla krakowskich kolekcjonerów autografów, którzy z pewnością zakreślili je w swoich kalendarzach czerwonym pisakiem.

Na przygotowanie zdjęć nie miałem zbyt wiele czasu. We wtorek o 23:00 miały ostatecznie rozstrzygnąć się losy reprezentacji walczących o udział w barażach EURO 2012. Niestety, wtedy na wywołanie fotek byłoby za późno, więc muszę zabrać się za ich obróbkę w poprzedzający weekend i wywołać o połowę więcej zdjęć, które po wtorkowych meczach okażą się nieprzydatne. Coś za coś – lepiej dopłacić, niż później żałować.

Logo EURO 2012

W dzień poprzedzający losowanie, po ciężkich siedmiu godzinach na AGH, wyruszam pod Sheraton – miejsce uroczystej piłkarskiej ceremonii. Jestem „osamotniony”, gdyż pozostała gromada krakowskich kolekcjonerów zdecydowała się zaatakować oficjeli w czwartek. Docierając pod hotel, wiem, że dzisiaj nie będzie łatwo. W Sheratonie są zwykle najtrudniejsze warunki do zbierania autografów, ze względu na bardzo rygorystyczną ochronę. Jednak los i tym razem się do mnie uśmiechnął. Przez szybę hotelu zauważam Bogdana, który zaprasza mnie do środka.

Po krótkiej rozmowie, dowiaduję się, że dzisiaj powinni przybyć wszyscy reprezentanci federacji, a także goście specjalni – Michel Platini i Zbigniew Boniek. Jest więc na kogo czekać. Po trzydziestu minutach pod hotel podjeżdża pierwszy samochód z wywieszoną na oknie turecką flagą. Niestety Guus Hiddink nie zaszczycił losowania swoją obecnością. Przybył tylko jego asystent Oguz Cetin – uczestnik Mistrzostw Europy 1996. W mgnieniu oka przemykam przez hotelową recepcję i staję przy stoliku. Pan Bogdan woła Oguza, który chętnie podpisuje zdjęcie i fotografuje się z nami. Następnie życzę Turkowi miłego pobytu w Krakowie, po czym wracam do swojego nierzucającego się w oczy fotelu, gdzie oczekuję dalszych łowów.

Po chwili podchodzi do mnie kierownik ochrony Sheratonu, który grzecznie informuje, że mam opuścić hotel. Pan Bogdan próbuje coś wskórać, ale ochroniarz jest nieugięty. Po prostu boi się o swoją pracę. Z grymasem niezadowolenia, posłusznie opuszczam budynek. W niedługim czasie do hotelu przyjeżdża federacja Czarnogóry. Przyznam, że oczekiwałem z ich strony szerszej delegacji. Z samochodu wychodzi elegancko ubrany człowiek. Jako że pan Bogdan chwilę wcześniej szepnął mi, że jest to prezes związku Dejan Savicević, podszedłem do niego ze zdjęciem byłego piłkarza Milanu. Branko Brnović oznajmia: „I’m not Savicević” i wchodzi do hotelu. Pięknie, nie obyło się bez gafy. Chociaż trzeba przyznać, że oni są dość podobni do siebie.

Sheraton Kraków

Nagle pracownicy ochrony wychodzą przed hotel, robi się lekkie zamieszanie. Taksówki wjeżdżające na podjazd poganiane są dalej, aby nie blokować miejsca dla gościa numer jeden – Michela Platiniego. Zostaję poinformowany, że nie mogę nawet stać w pobliżu drzwi obrotowych, tylko muszę przejść na chodnik obok. Po dłuższej chwili pod hotel podjeżdża taksówka ze Zbigniewem Bońkiem. Niestety, zostałem wygoniony poza możliwy obszar zdobycia autografu, więc muszę obejść się smakiem. Przemieszczam się jednak powoli coraz bliżej wejścia, aby nie wracać do domu tylko z jednym podpisem. Ok. 18:00 na podjedzie zatrzymuje się srebrny van z przyciemnianymi szybami, eskortowany przez policję. Wysiada prezes UEFA, trzykrotny zdobywca Złotej Piłki. Szczęśliwie podchodzi w okolice bagażnika samochodu, w pobliżu którego stałem z przygotowanym zdjęciem. Platini zauważa mnie i z uśmiechem podpisuje mi fotkę. Po parunastu minutach atmosfera się rozluźnia. Ochroniarze ulotnili się, kierownictwo przeszło do swoich biur. Znowu mogę po cichu wejść do hotelu z nadzieją, że nie zostanę wyrzucony.

Cierpliwie oczekuję na dalsze delegacje – Portugalia ma przybyć ok. 20:00. Nagle, niedaleko mnie, pojawia się nieoczekiwanie Zbigniew Boniek, który ucina sobie krótką pogawędkę z bliżej nieznaną mi osobą. Gdy skończyli, podchodzę do pana Zbyszka, który w pośpiechu podpisuje moje zdjęcie. Chwilę później przybywa do mnie pan Bogdan mówiąc, żebym przeszedł się w miejsce, gdzie goście hotelowi siedzą i piją kawę i rozejrzał się czy nie rozpoznaję tam kogoś znanego. Po krótkim spacerze rozsiadłem się na pufie, wziąłem do ręki menu i zza niego obserwuję ludzi dookoła mnie. Zauważam Safeta Susić’a – trenera Bośni i Hercegowiny, który siedzi ok. 3 metry ode mnie i rozmawia z paroma osobami. Wracam na moje stałe miejsce i przedstawiam panu Bogdanowi sytuację. Bierze on ode mnie zdjęcia i markera, chowa je za marynarkę i pewnym krokiem zmierza w kierunku legendy jugosłowiańskiej piłki. Po chwili wraca z autografami.

W międzyczasie do hotelu wchodzi Franciszek Smuda, a parę minut później Bogdan Basałaj, prezes krakowskiej Wisły. Dosiadają się oni do stolika, gdzie siedzi Michel Platini. Po tym fakcie nic ciekawego się nie dzieje. Wydarzeniem na które obecnie oczekuję, jest kolacja przedstawicieli federacji, która odbędzie w restauracji na krakowskim Rynku. Wszyscy oficjele mają zebrać się w recepcji o 19:45. Jednak, gdy owa godzina wybiła, okazało się, że nie wszyscy delegaci idą spożyć posiłek. Nie ma przede wszystkim Branko Brnović’a, na którym mi najbardziej zależy. No nic, dalej oczekuję na przyjazd Portugalczyków z Paulo Bento na czele. Czas mi się dłuży, w hotelu nic się nie dzieje. O 20:30 wchodzi do hotelu pan Bogdan informując mnie, że reprezentanci Półwyspu Iberyjskiego mają dwugodzinne opóźnienie. Stwierdzam, że nie ma sensu na nich czekać, tym bardziej, że mam przed sobą jeszcze dzień jutrzejszy. Korzystam z propozycji pana Bogdan, który podwozi mnie swoim samochodem na Plac Inwalidów, skąd wracam autobusem do domu.

Ceremonia losowania

Następnego dnia budzę się o 8:30, aby być na miejscu jak najwcześniej. Po drodze muszę jeszcze załatwić parę spraw na uczelni. Szczęśliwie tym razem obyło się bez kolejek, więc do Sheratonu wchodzę wcześniej niż myślałem. W hotelu można poczuć atmosferę losowania. Przewijają się dziennikarze, sekretarz generalny UEFA, Gianni Infantino siedzi w hotelowej restauracji. Dookoła widzę specjalne miejsca oznaczone logiem EURO, gdzie wydawane są akredytacje na ceremonię. Ściągam kurtkę, torbę odstawiam za fotel i staję przy filarze obserwując otoczenie. Zauważam Branko Brnović’a, od którego biorę autograf. Po 10 minutach od tego zdarzenia podchodzi do mnie znajomy ochroniarz mówiąc „Niestety musimy wrócić do wczorajszej rozmowy”. Myślałem, że ze względu na zamieszanie, dzisiaj będzie łatwiej o autografy, lecz się przeliczyłem. Ochrony jest dwa razy więcej, a kolekcjonerzy podpisów nie są mile widziani.

Wychodzę z hotelu i przez długi czas kompletnie nic się nie dzieje. Dzisiaj pod Sheratonem pojawili się też inni kolekcjonerzy. Za jakiś czas mają też dotrzeć Luki, Jarząb oraz Tick. A więc czekam i marznę. Nikogo ciekawego nie widać, poza Henrykiem Kasperczakiem i Michałem Listkiewiczem, którzy zaszczycili losowanie swoją obecnością. Nagle zauważam Paulo Bento, który ze swoimi ziomkami z federacji zmierza do hotelu. Trener Portugalczyków podpisuje moje zdjęcie i wchodzi do budynku. Później okaże się, że to był mój ostatni zdobyty autograf.

10 minut później pod hotel przybywa Łukasz Samek, a po godzinie z hotelu wychodzi Zbigniew Boniek, który natychmiast pożałował tego nieprzemyślanego ruchu. Otacza go chmara kolekcjonerów i dziennikarzy z kamerami. Luki, wpatrzony w Zbyszka jak w ołtarz, rusza do akcji walczyć o swoje. Była gwiazda Juventusu z grymasem na twarzy podpisuje wszystkie zdjęcia i fotografuje się z paroma osobami. Nawiązują się inteligentne rozmowy:

 

-Panie Zbyszku, wreszcie Pana spotkałem! Nigdzie Pana zastać nie można!

-Aaa, to my chyba po innych klubach chodzimy (śmiech).

 

Kolejny kolekcjoner zagadał do zdobywcy Pucharu Europy: „Można prosić zdjęcie?”. Boniek odpowiedział: „Tak”, po czym szybko wszedł do hotelu. Podekscytowany człowiek nie zauważył tego faktu i cały czas pozował do fotografii, wyciągając rękę z cyfrówką w stronę osób, które mogłyby mu ją zrobić. Gdy zorientował się w sytuacji, trochę się speszył. Nagle zauważam zmierzającego w stronę hotelu pana Antoniego – wysokiego stopniem krakowskiego policjanta, który tym razem był w ubraniu cywilnym. Zauważa mnie i mówi z uśmiechem: „Ty znowu tutaj? Chłopie, ty to masz zdrowie!”.

Gdy ok. 12:45 dołączył do nas Darek, stwierdzamy, że nie ma sensu czekać przed hotelem, skoro za 15 minut rozpoczyna się losowanie. Udajemy się do Restauracji 8 Aleja, gdzie w tym czasie można zjeść wszystko 50% taniej – jest elegancko i niedrogo. Obsługa także zaspokaja nasze potrzeby wizualne. Zamawiamy dwie duże pizze. Na przystawkę dostajemy grzanki z bagietki + kawior. Po posiłku kelnerka raczy nas kieliszkiem likieru orzechowego. Płacimy, wychodzimy z lokalu i udajemy się w swoje strony – ja na uczelnię, a Darek i Łukasz pod hotel. Powodzenia Panowie!